O mnie

Jeśli wchodzisz tutaj, by poczytać:

  • ile lat zajmuję się contentem,
  • ile artykułów napisałem,
  • gdzie i jak uczyłem się pisać,
  • jakie to zajebiste treści Ci dostarczę,

to jesteś w złym miejscu.

Owszem, to jest opowieść o mnie. Ale nie taka, jaką przeczytasz u innych.

Jest inna. Ja jestem inny.

Wychowałem się w biedzie

Nie pamiętam wydarzeń, które ukształtowały moje dzieciństwo, i właściwie resztę życia. Miałem 1,5 roku. Nie mogę tego pamiętać.

Wiem, że mama musiała uciekać od psychopaty. Wiem też, że to odchorowała. Nie znam szczegółów, a od ludzi słyszałem różne rzeczy. Do dziś nie wiem, co jest prawdą, i chyba nie chcę wiedzieć.

Mam 32 lata. Ani razu nie wypowiedziałem słowa: „Tato”.

Życie samotnej matki nie jest łatwe, a wtedy, na początku lat 90-tych było o wiele gorzej. Zawsze brakowało. Renta, alimenty, parę dodatków z MOPS-u. Jakieś dary z Caritasu. Chleb wczorajszy, a mięso tylko w niedzielę. I to nie zawsze. Metr dziewięćdziesiąt wzrostu, 74 kg wagi. „Dobra przemiana materii, hehe”.

Gdy ktoś mnie pyta o dzieciństwo, odpowiadam wymijająco, że bywało różnie. Prawda jest taka, że zdarzały się dni, gdy szedłem do sąsiada po gruszki, bo lodówka świeciła pustką, a mama z zakupami miała wrócić z miasta po 16:00.

Z dobrych rzeczy – wypracowania na język polski od zawsze przychodziły mi z łatwością.

W głowie same z siebie pojawiały mi się historie. Już wtedy wiedziałem, że jeżeli jest jedna rzecz, jeden talent, jeden dar od Boga, który mogę wziąć i przekuć na karierę, to właśnie pisanie.

Tylko nie wiedziałem jeszcze jakie.

Zimny prysznic

2008 r. miał być przełomowy. Skończyłem pisać powieść. Miałem głowę nabitą bzdurami o sławie, wywiadach, ekranizacjach i milionach monet. Liczyłem, że jak sprzedam 100 000 egzemplarzy, to zarobię 250 000 zł, a to kupa kasy.

Wstawiłem powieść na portal wydajemy.pl za skromne 15 zł. Nie ma co szaleć.

I wtedy spadł na mnie hejt.

„Nie umiesz pisać”.

„Nie ma warsztatu, a chce pieniędzy”.

„Za darmo bym tego nie przeczytał”.

„Moja babcia lepiej pisze”.

Łzy stanęły mi w oczach, a dusza pękła. Marzenie legło w gruzach. Zapomnij o wywiadach, sławie i ekranizacjach. Filmie, w którym zagram jedną z ról.

– Ale jak to? – pytałem sam siebie. – Przecież wszyscy mówili, że dobrze piszę. Że zabawne, że wciągające. Coś tu się nie zgadza.

Okazało się, że gdzieś tam jest inny świat. Świat ludzi, którzy panują nad słowem i tworzą wciągające historie na zawołanie. Świat osób, którym wydawnictwa literackie jedzą z ręki.

Jedna dobra dusza wskazała mi forum literackie Weryfikatorium jako kierunek rozwoju i to odmieniło moje życie.

Zabrałem się do pracy nad sobą. Ćwiczyłem, pisałem, czytałem, podglądałem innych, uczyłem się, harowałem wręcz, by po kilku latach dojść do rangi Weryfikatora na forum.

Dzisiaj potrafię napisać całkiem niezłe opowiadanie. Umiem także obiektywnie ocenić tekst.

Najgorszy czas w moim życiu

W 2018 r. po 4 latach mobbingu postanowiłem rzucić robotę w ubezpieczeniach. Otrzymałem taką propozycję przedłużenia umowy, że równie dobrze mógłbym dostać w mordę.

– Nie jesteś nam potrzebny – powiedział szef. – Przyjdziesz wtedy, kiedy w biurze będzie dużo roboty, do robienia rozliczenia albo na zastępstwo. Zapłacimy Ci dniówkę plus procent od tego, co przyniesiesz.

W teorii – uczciwy deal. Po co mam darmo siedzieć i brać pieniądze?

W praktyce – może 600 zł, może 700 zł miesięcznie. Nie utrzymałbym się za to. Widmo ubóstwa wróciło.

Powiedziałem sobie: „Dosyć tego” i zacząłem rozglądać się za robotą.

Znalazłem pracę, na słuchawce. Nie było trudno, wystarczyło umieć mówić w miarę płynnie.

Nie odnalazłem się w tej robocie. Z jednej pracy opartej na wciskaniu kitu do drugiej pracy opartej na wciskaniu kitu.

Czwartego dnia mi podziękowali. Zostałem z niczym.

Stałem na pierwszej przerwie przed biurem Verona Consulting na ul. św. Piątka w Zamościu, paliłem mentolowego LD i zastanawiałem się, co ja teraz zrobię. Ręce mi się trzęsły, byłem blady na twarzy. Ludzie palący ze mną pytali:

– Co Ci jest?

– Zwolnili mnie.

– Teraz? Mogli Ci chociaż dać dopracować do końca dnia.

– Norma – wtrąciła się druga koleżanka. – Idzie maj, matury, będzie napływ uczniaków, to przesiewają.

Istotnie, przesiali mnie.

Wróciłem do mieszkania. Siadłem na krześle przed komputerem i odpaliłem jedną ze stron do poszukiwania pracy.

I tak ją odpalałem przez następne pięć miesięcy, w międzyczasie chwytając się różnych zajęć, m. in. pisania opowiadań do gazet. Wysyłałem podania do różnych miejsc, głównie do sklepów z elektroniką. Po karierze w ubezpieczeniach miałem jakieś umiejętności sprzedażowe, a na sprzęcie komputerowym trochę się znałem.

Zero odpowiedzi.

Ogłoszenie wisi, na sklepie, w Internecie, składam podanie i cisza. To szukają czy nie?

Po trzech nieudanych próbach do jednego z nich napisałem list motywacyjny o treści: „Albo szukacie boga sprzedaży, albo robicie z ludzi idiotów, bo trzy razy składałem papiery, a kartka <> nadal wisi”.

Co ciekawe oddzwonili.

Na OLX znalazłem fuchę, „1780 zł w miesiąc”. Przy minimalnej 1300 robiło wrażenie.

Potem wyszło, że chodziło o programy partnerskie, zakładanie kont, branie chwilówek.

Teraz pewnie pukasz się w czoło i myślisz: „Co za debil”. Wierz mi, nóż na gardle drastycznie zmienia perspektywę.

W sierpniu pojawiło się ogłoszenie o pracę w Zamościu w sklepie. Rezydent w Czechach. Za ostatnie pożyczone 100 zł kupiłem bilet do Krosna, do głównej siedziby, i pojechałem na rozmowę kwalifikacyjną. Nie dostałem tej roboty, ale pani przez telefon powiedziała, że szukają pracownika w sklepie w Zamościu. Rozmawiała z kierownikiem, powinienem dostać tę robotę.

Zacząłem od września 2018 r. na sklepie, na dziale Ogród. Kiepska robota, ale nie mogłem narzekać. Kasa na czas, nawet coś ponad minimalną.

Skonsolidowałem całe zadłużenie i od tamtej pory grzecznie je spłacam.

Przeprowadzka do Gdańska

W sklepie popracowałem do października. W październiku zamykali dział Ogród na zimę i kierownik zaprosił mnie na rozmowę.

– Widzisz, Daniel, zamykamy Ogród. Milena pójdzie na Chemię, Łukasz na Stolarkę, a dla Ciebie nie mamy miejsca. Mogę Ci zaproponować przeróbki albo inwentaryzację.

Dzisiaj wiem, że to był kit. Kierownik musiał tak powiedzieć, bo każdy z nich miał wydelegować określoną liczbę pracowników za granicę. Nikt nie chciał tam jeździć z własnej woli, więc wypychali takimi sposobami.

Słyszałem historie o przeróbkach i inwentaryzacji. W „przeróbkach” chodziło o przeróbki na sklepach za granicą. Zmiana ekspozycji, zatowarowanie, zmiany. Jak do zmiany była wystawa na lampach to spoko, bzyk-bzyk wkrętarką, zmiana lampy, następna. Ale jak było zatowarowanie łóżek czy szaf, to koszmar. Dwanaście godzin targania ciężarów. Dodatkowo jakiś kloc wymyślił, że łóżka i szafy muszą stać na piętrze. Winda? A po co to komu, skoro robole mogą w rękach po schodach targać?

O kierowniku przeróbek też krążyły legendy, że psychopata.

Wybrałem inwentaryzację. Płacili mniej, ale i robota lżejsza, i nieco spokojniejsza. Zacisnąłem zęby i przepracowałem tak pół roku. Odkładałem grzecznie kasę na przeprowadzkę.

Po powrocie w kwietniu 2019 r. oświadczyłem, że nie przedłużę umowy. Dostałem urlop, choć o niego nie prosiłem, a za urlop lecieli po wypłacie. Dziady zapłaciły mi 2200 zł za trzy tygodnie za granicą. Zadzwoniłem do księgowości, choć sprawa była przegrana:

– Premia, proszę pana, jest uznaniowa.

– Niech pani tę premię weźmie i sobie wsadzi. I prezesowi też. Do widzenia.

Miałem odłożone dość kasy na wyjazd. Pod koniec maja spakowaliśmy z moją kobitą toboły i wyjechaliśmy do Gdańska.

Dalszy plan był prosty:

  1. Znaleźć kwaterę.
  2. Znaleźć pracę dla mojej narzeczonej.
  3. Znaleźć pracę dla mnie.
  4. Potem się zobaczy.

Moja znalazła zajęcie w obozie pracy Spa, ale to temat na osobną historię.

Ja zaraz potem zaczepiłem się jako autor poradników do gier w pewnej firmie, o której nie wolno mi mówić do 2031 r. W sumie to chyba nawet nie chcę.

Już wtedy, w czerwcu 2019 r., zrozumiałem, że jeśli chcę pewnego dnia zarabiać dobre pieniądze, muszę się dużo uczyć. Chodziłem więc po wszystkich webinarach i kursach, jakie były dostępne, czytałem o content marketingu, SEO, sprzedaży, po polsku i po angielsku.

W maju 2020 r. założyłem swojego pierwszego bloga. Na nim uczyłem się, jak działa strona, jak ogarnąć CMS, poznałem podstawy kodu HTML i CSS-a. Dzisiaj traktuję go jako poligon do dalszych działań.

W lutym 2021 r. postanowiłem zacząć budować swoje portfolio. Łapałem zlecenia freelancerskie i pisałem je po godzinach, sukcesywnie powiększając swój dorobek. Dzisiaj w moim portfolio już nie ma tekstów z tamtego okresu.

W maju 2021 r. postanowiłem zmienić pracę i dostałem etat w rankomat.pl. Mogłem w końcu odpocząć od presji i poznać, co to znaczy pracować z zawodowcami. Wiele się nauczyłem w trakcie pracy, ale i po pracy, bo w końcu miałem czas i energię na rozwój.

We wrześniu 2021 r. zarobki z nierejestrowanej działalności gospodarczej przekroczyły jej próg i założyłem firmę.

I tu się spotykamy.

Dlaczego Ci o tym mówię?

Czy chcę łzawą historyjką zdobyć Twoją sympatię, zlecenie i pieniądze? Czy w ten sposób chcę pokonać konkurencję, która ma wieloletnie doświadczenie w branży i tworzy wysokiej jakości treści dostosowane pod odbiorcę?

Nie. To historia mojej motywacji.

W ciągu ostatnich trzech lat nabyłem umiejętności, które (jeśli zdrowie da) pozwolą mi żyć w spokoju i dostatku. Nigdy więcej nie czuć strachu o jutro. Nie patrzeć z lękiem na telefon w obawie, że znowu dzwoni windykacja, by odebrać pieniądze, których nie mam.

To jest za mną, a ja każdego dnia pracuję na to, by tam pozostało.

Kiedy tworzę treść, patrzę za siebie. Na to, przez co przeszedłem. Patrzę na demony przeszłości, które tylko czekają, żeby porwać mnie z powrotem do tego piekła. Pisząc każde kolejne słowo, uciekam im o krok, ale one nie przestają gonić.

Więc ja nie przestaję pisać.

Im lepsze treści piszę, tym dłuższe kroki robię i bardziej zostawiam demony z tyłu. Co nie zmienia faktu, że one nadal gonią, i jeśli choć na chwilę przystanę, to mnie dopadną i wciągną w otchłań.

To jest powód, dla którego to piszę.

I to jest powód, dla którego Ty to czytasz.

Chcę zapewnić bezpieczeństwo finansowe sobie i swojej rodzinie

Chcę, żeby moje dzieci miały oboje rodziców i normalny start w życiu. Żeby mogły się realizować, spełniać marzenia, rozwijać pasje. Żeby nie musiały się martwić o to, co będzie jutro na obiad, i czy będzie obiad.

Jeśli będą chciały grać w koszykówkę, to żeby nie musiały iść na jedyne boisko we wsi, i rzucać do rozlatującego się kosza.

Jeśli zechcą iść do dobrej szkoły, to pójdą, bo będę miał te kilkadziesiąt złotych na bilet miesięczny.

Jeśli będą chciały iść na wymarzone studia, to pójdą. Zadbam o to.

Chcę im dać wszystko, czego sam nie miałem.

I dlatego piszę.

Każdego dnia tworzę treści lepsze, niż dnia poprzedniego, bo dzięki temu jestem bliżej celu.

Teraz już mnie znasz. Wiesz, kim jestem i do czego dążę. Wiesz, co mnie napędza.

I wiesz, czy chcesz ze mną współpracować.