Twój klient sprawdza Cię w internecie, zanim zadzwoni. Co znajduje?
AI Content Manager na wynajem dla firm ubezpieczeniowych.
Treści, które budują zaufanie do firmy ubezpieczeniowej – a zaufanie przynosi klientów. Od człowieka, który pracował i w ubezpieczeniach, i w content marketingu.
- klienta, który Cię googluje i znajduje eksperta – nie pustkę,
- wznowienia, które przestają uciekać do tańszych,
- teksty zgodne z KNF i UDU od pierwszego draftu,
- jeden głos marki we wszystkich kanałach.
Odpowiedz sobie – czy masz najtańsze ubezpieczenia?
Czy obiecujesz znaleźć najlepsze ubezpieczenie dla Twojego klienta, mimo że go nie znasz?
Czy masz ubezpieczenie tańsze o 30% niż konkurencja?
Na dzień 10.06.2026 tylko jedna firma w polskim internecie wspomina o wytycznych KNF i IDD dotyczących treści. Insly.
No, i ja.
A ile firm obiecuje, że zrobią Ci najlepszy content marketing w ubezpieczeniach? Nie mam danych ani APK, ale sądzę, że sporo.
Sprzedajesz zaufanie na papierze
Polisa to obietnica: jak coś się stanie, ktoś za to zapłaci. Kawałek dokumentu o wielkiej wartości, której nie widać. Mało tego – sprzedajesz coś, z czego nikt nie chce:
- ulec wypadkowi→ żeby dostać odszkodowanie NNW
- być sprawcą wypadku→ żeby w ogóle skorzystać z polisy OC komunikacyjne
- ciężko zachorować albo umrzeć→ żeby była wypłata Na życie
- stracić domu→ żeby dostać odszkodowanie Majątek
- zalać sąsiada lub nie upilnować psa→ żeby odpowiadać z polisy OC w życiu prywatnym
Obietnicę kupuje się od kogoś, komu się ufa. A zaufanie w internecie buduje się przez content.
Do tego dołóż AI. Coraz więcej osób nie przegląda dziesięciu wyników w Google, tylko pyta asystenta i dostaje jedną odpowiedź. Wygrywa marka, którą model zna i cytuje – bo publikuje regularnie, mówi jednym głosem i jest tam, gdzie szuka jej klient.
Generycznych treści będzie zalew. Każdy może dziś wypluć z AI sto artykułów o OC. Wyróżni się ten, kto ma własny głos i markę, której się ufa.
Twoja konkurencja nie śpi
Widzisz, że konkurencja publikuje. Artykuły, LinkedIn, newsletter, raporty. Ty też chcesz, tylko każda droga prowadzi w ślepy zaułek.
Agencja? Droga i powolna. Ty masz swoje procedury, oni swoje. Prace nad strategią trwają miesiącami. Masz dziesiątki calli, setki maili, tysiące decyzji do podjęcia, nim pierwszy tekst trafi na stronę.
Freelancer? Tani do chwili, w której myli ryzyka albo wchodzi w zdania, na które nadzór patrzy krzywo. Albo używa AI na ślepo, bo nie zna się na ubezpieczeniach i nie wie, kiedy AI halucynuje. A Ty za to odpowiadasz przed KNF.
Etat? Sam prowadzisz dwa miesiące rekrutacji i miesiąc wdrażania, a i tak nie wiesz, czy człowiek dowiezie, póki nie zacznie pisać. Trafisz na wartościową osobę albo szukasz od nowa – w ciemno.
Więc odkładasz. Compliance, procedury, zarząd chce liczb. Budżet mały, bo marketing nie dowozi, a marketing nie dowozi, bo budżet mały. Koło się zamyka, a content dalej leży.

Dlaczego ja
Bo rozumiem ubezpieczenia. To brzmi banalnie, dopóki nie zlecisz tekstu komuś, kto myli sumę ubezpieczenia z sumą gwarancyjną.
Pracowałem 4 lata w Warcie, w biurze, bezpośrednio z klientem. Odpowiadałem na pytania:
- Dlaczego tak drogo?
- Po co to OC, skoro 20 lat jeżdżę i nie miałem wypadku?
- Na co ta cesja do banku?
- Może po znajomości coś taniej?
Robiłem rozliczenia, zarządzałem dokumentami, pomagałem zgłosić szkodę. Do dziś to robię.
Wiem, czego w ubezpieczeniu potrzebuje rolnik, czego firma, a czego zwykły Kowalski, który raz do roku przychodzi po obowiązkowe OC.
Pisałem treści dla Rankomatu, PKO Ubezpieczenia i Marketu Ubezpieczeń. Wiem, jak mówić o produkcie, żeby było zrozumiałe dla klienta i zgodne z tym, na co pozwala nadzór. Rynek jest pełen ludzi, którzy świetnie ogarniają marketing i kompletnie nie ogarniają ubezpieczeń. Ja siedzę po obu stronach.
To różnica między tekstem, który trzeba poprawiać, a tekstem, który idzie do publikacji od razu.
Jakość, która nie spada po trzecim tekście
Znasz to. Pierwszy artykuł od agencji albo freelancera jest niezły. Drugi też. A potem zjazd – teksty robią się płytkie, ogólne, jakby pisał je ktoś inny niż na próbce. Bo często faktycznie pisze kto inny.
Znam ten mechanizm z Rankomatu. Redakcja zleca teksty, pierwsze są dopieszczone, a po kilku tygodniach poziom siada – piszący ma już dziesięć innych zleceń i Twój temat ląduje na końcu kolejki. Agencja podstawia juniora, gdy senior podpisał umowę.
U mnie jakość jest na mnie. Każdy tekst sprawdzam, nim do Ciebie trafi – czy piszę go sam, czy nadzoruję zespół. Poziom się nie sypie, bo za każdym tekstem stoi moje nazwisko.
A jak potrzebujesz własnych ludzi – sam ich wybiorę. Rekrutowałem copywriterów od zera, w Polsce i za granicą. Tekst próbny oceniam od ręki: widzę, kto naprawdę pisze, a kto ładnie udaje na jednej próbce. Ile agencji od contentu zaproponuje Ci, że zbuduje Twój własny zespół? Żadna – bo to ucina jej abonament.
Normalnie to Twoje zmartwienie – pilnować, gonić, czytać każdy tekst, łapać spadki. Ja to zmartwienie zdejmuję z Ciebie.
Nie wierz mi na słowo
„Jego obszerna wiedza na temat rynku ubezpieczeń, marketingu i nowych technologii pozwoliła mu tworzyć eksperckie treści dystrybuowane różnymi kanałami.”
Aleksandra Szczerbińska
Executive Web Editor, rankomat.pl
Swój content też dowożę
Prowadzę własnego bloga o ubezpieczeniach – wybierz-ubezpieczenie.pl. Bez budżetu na promocję, po godzinach: 297 tysięcy wyświetleń i 1,7 tysiąca kliknięć z Google w trzy miesiące. Na własnej skórze testuję to, co potem dowożę klientom.

Twoja firma mówi wieloma głosami
Marketing pisze jedno. Sprzedaż mówi drugie. Obsługa klienta trzecie. Prezes wrzuca czwarte na LinkedInie. Każdy ciągnie w swoją stronę i robi się młyn.
W większości branż to po prostu bałagan. W ubezpieczeniach to ryzyko – regulacyjne i wizerunkowe naraz. Klient czyta na stronie co innego niż słyszy od agenta, a Ty tłumaczysz to potem przed rzecznikiem albo przed nadzorem.
Strategia komunikacji to recepta na jeden głos. Wszystkie kanały mówią to samo, tym samym tonem, zgodnie z tym, co wolno powiedzieć. Spójnie i bezpiecznie.
Co zyskujesz
Jak działa Content Underwriter?
Większość firm tkwi w tej pętli: zamawiasz content, jakość wychodzi poniżej oczekiwań, rezygnujesz, a po czasie znów potrzebujesz treści. I tak w kółko.

Rozbijam tę pętlę. Trzy etapy, jeden abonament.
Siadam z Twoimi ludźmi: marketing, sprzedaż, compliance. Sprawdzam, gdzie ucieka ruch, zaufanie i czas – jak Cię widać w Google i w AI, co robi konkurencja, gdzie zespół przepala godziny. Mierzę punkt wyjścia i ustalamy, co jest najpilniejsze.
Robię to, co boli najbardziej. Artykuły, LinkedIn, newsletter, automatyzacje komunikacji – co miesiąc dowiezione, gotowe do publikacji.
Patrzę, co rośnie, i dokręcam plan pod to, co działa. Co miesiąc dostajesz liczby, które możesz pokazać zarządowi.
Nie wybierasz treści z menu jak w fast foodzie. Mówisz mi, co boli, ja układam plan, który to rozwiąże. Od tego jestem.
Skala dopasowuje się do Ciebie. Mało roboty – robię sam. Więcej – dorzucam sprawdzonych ludzi i pilnuję jakości. Chcesz własny dział na pokładzie – pomogę go zrekrutować i wdrożyć, a potem zostaję jako ten, kto trzyma poziom i kierunek. Jak in-house wyjdzie taniej i sensowniej, powiem Ci to wprost. Dostajesz tyle mnie, ile realnie potrzebujesz.
Twój zespół już jest i chce ogarniać AI sam? Uczę go tego. Pokazuję, jak wykorzystać AI w codziennej robocie – researchu, pisaniu, obsłudze klienta – i jak robić to bezpiecznie: żeby dane klientów nie wyciekły do publicznego modelu, a treści nie łamały wytycznych nadzoru. Szkolę i wdrażam pod Wasze procesy, na realnych materiałach, a potem nie znikam ze slajdami.
Dla kogo jest Content Underwriter, a dla kogo nie
Dla Ciebie, jeśli
- jesteś z ubezpieczeń – multiagencja, broker, TU, insurtech,
- obsługujesz firmy i niestandardowe ryzyka: floty, gwarancje, OC zawodowe, przemysł – kontrakty, przy których koszt treści ginie w wartości jednego deala,
- budujesz markę osobistą jako agent, broker albo doradca – chcesz być tym, którego klient znajduje i cytuje,
- content leży odłogiem, choć wiesz, że trzeba go produkować,
- dostajesz treści od agencji albo freelancera, ale jakość siada i nie masz jak tego pilnować,
- rozumiesz, że content to inwestycja na miesiące, a nawet lata,
- dasz mi 30–60 minut miesięcznie na feedback i sprawnie ogarniasz akceptacje,
- szukasz kogoś, kto nie musi googlać, co to regres albo franszyza integralna.
Nie dla Ciebie, jeśli
- potrzebujesz leadów „na wczoraj”,
- szukasz najtańszej opcji po 50 zł za tekst, aby coś było,
- działasz poza ubezpieczeniami (na razie tu nie wchodzę),
- masz długie procesy akceptacji, ale efektów oczekujesz szybko,
- liczysz na reklamy, Instagrama, TikToka czy short-form,
- prowadzisz firmę lokalną i Twoją główną osią są polecenia i wizytówka w Google.
Ile kosztuje Content Underwriter
Elastyczność freelancera, efektywność etatu i jakość agencji – za część tych kwot. Zakres i cenę ustalamy po diagnozie. Płacisz za to, co realnie boli, nie za pakiet z półki.
Zacznij od darmowej diagnozy
Zaznacz, co Cię najbardziej boli, zostaw maila i nazwę firmy. Sprawdzę, jak wygląda Twoja widoczność w Google i w AI, co robi konkurencja – i odeślę Ci konkretną diagnozę na maila. Bez zobowiązań i bez telefonu od sprzedawcy.
Dzięki! Diagnoza w drodze.
Raport zwykle dociera w ciągu 24 godzin. Sprawdź też folder Oferty/Spam – różnie bywa. Jak coś nie dojdzie, napisz do mnie bezpośrednio.
Co dostaniesz w raporcie
- jak widać Twoją firmę w Google i w odpowiedziach AI – na frazy, których szukają Twoi klienci,
- co publikuje Twoja konkurencja i czym Cię wyprzedza,
- 3 najszybsze usprawnienia – co bym zrobił w pierwszej kolejności i dlaczego,
- zero lania wody – konkrety na bazie researchu, nie szablon.
Polisa na treści
Content to inwestycja na miesiące, nie loteria na tydzień. Dlatego nie obiecuję cudów na już. Obiecuję coś trudniejszego.
Na starcie ustalamy mierzalny cel: wzrost ruchu organicznego z treści, liczony w Google Analytics rok do roku i miesiąc do miesiąca. Mierzymy punkt wyjścia. Jeśli po sześciu miesiącach nie dowiozę uzgodnionego wzrostu, pracuję kolejne sześć miesięcy i nie wystawiam za to faktury – aż dowiozę.
Jeden warunek: brak przestojów. Nie będzie efektów, jeśli teksty utkną w zamrażarce compliance – a ja wtedy za nie nie odpowiadam. Jak w każdym ubezpieczeniu, i tu są wyłączenia.
Czego gwarancja nie obejmuje? Tego, co dzieje się z ruchem dalej – leadów i sprzedaży. Odpowiadam za ruch z treści. Za to ręczę.
Co dostajesz, a czego nie
W abonamencie
- artykuły blogowe pod SEO,
- posty na LinkedIn,
- newslettery,
- statyki i karuzele,
- landing page,
- automatyzacje komunikacji (wznowienia, obieg treści, newslettery),
- weryfikacja jakości treści od Twoich wykonawców,
- opcjonalnie podcast i YouTube.
Czego nie robię
- reklam (performance marketing),
- Instagrama i TikToka,
- krótkich filmów (short-form).
Wolę powiedzieć to wprost, niż udawać, że ogarniam wszystko. Robię to, co buduje widoczność, zaufanie i oddaje Twoim ludziom czas.
Projektowo, na zamówienie: szkolenia i wdrożenia AI dla zespołu, rekrutacja i wdrożenie copywriterów, white papery, raporty branżowe, landingi produktowe, lead magnety.
Zacznij od diagnozy
Zaznaczasz, co boli. Zostawiasz maila. Dostajesz raport: jak Cię widać w Google i AI, co robi konkurencja, gdzie są najszybsze usprawnienia. Potem decydujesz, czy chcesz, żebym to ogarnął.
Odbierz darmową diagnozęPytania, które pewnie masz
Od tego jest miesiąc audytu. Wyciągam od Was, co wolno powiedzieć, a czego nie, i piszę zgodnie z tym od razu. Compliance dostaje gotowe teksty. Opcjonalnie tworzymy asystenta AI, który robi pierwszy check tekstu i wskazuje Twojemu oficerowi compliance, na co zwrócić uwagę – żeby nie czytał całości od deski do deski.
Wezmę pod lupę to, co dostajesz, i powiem wprost, gdzie jest słabo i dlaczego. Potem albo przejmuję produkcję, albo zostaję nad Twoimi ludźmi i pilnuję, żeby poziom nie zjeżdżał. Ty przestajesz to gonić.
Rekrutowałem copywriterów od zera, w Polsce i za granicą. Tekst próbny oceniam od ręki – widzę, kto pisze, a kto udaje. Rozliczam to osobno od abonamentu, bo rekrutacja jednego dobrego pisarza to kilkanaście, czasem kilkadziesiąt godzin roboty. Dostajesz człowieka, nie loterię.
Jedno i drugie, jak wolisz. Mogę robić content za Was albo nauczyć Wasz zespół, jak używać AI w codziennej robocie – i jak robić to bezpiecznie, żeby dane klientów nie trafiły do publicznego modelu, a teksty nie łamały wytycznych nadzoru. Szkolę pod Wasze procesy i na realnych materiałach, nie na ogólnych przykładach.
Twoje – z chwilą opłacenia faktury. Płatność i prawa idą razem.
Wąskie gardła po Waszej stronie to Wasza sprawa, nie mój problem rozliczeniowy. Ja dowożę treść w umówionym terminie i fakturuję. Im sprawniej akceptujecie, tym szybciej content pracuje na Was.
Bo content SEO daje efekty po miesiącach, nie po tygodniu. Wyjście po dwóch miesiącach to wyrzucone pieniądze. Sześć miesięcy to optimum, żeby zobaczyć wzrost – i rozłożyć koszt audytu i rozpędzenia maszyny na raty, zamiast płacić za to z góry kilkadziesiąt tysięcy.
Przedłużamy, zmieniamy zakres albo się rozchodzimy. Ty decydujesz.
Ruch organiczny z treści w Google Analytics, rok do roku i miesiąc do miesiąca, od zmierzonego na starcie punktu wyjścia. Konkretna liczba ustalona wspólnie na początku, nie „wydaje mi się”.
W tej chwili ktoś sprawdza, komu powierzyć ubezpieczenie firmy
Flota, gwarancja kontraktowa, OC zawodowe, majątek zakładu – zanim klient zadzwoni, googluje i pyta AI. Znajdzie Ciebie z dowodami kompetencji albo konkurencję.
Przy kontraktach, o które grasz, miesięczny koszt treści ginie w zaokrągleniu. Utracony kontrakt – nie.
Odbierz darmową diagnozę